Zmęczeniowe złamanie kości piszczelowej

19/10/2016
577

Złamanie kości zwykle kojarzy się z nagłym urazem, ogromnym bólem i ograniczeniem ruchowym. Nie zawsze jednak do takiej sytuacji doprowadza pojedynczy duży uraz. Jeśli struktury kości przez dłuższy czas poddawana jest obciążeniom, mogą pojawić się w niej mikrouszkodzenia. Ich kumulacja często doprowadza do tzw. złamania zmęczeniowego.

Złamanie kości piszczelowej jest najczęstszym złamaniem kości długiej w organizmie człowieka. Do złamania piszczeli może dojść na skutek bezpośredniego urazu, ale także z powodu zbyt dużego obciążenia treningowego. Jest to coraz powszechniejszy uraz szczególnie u biegaczy, tenisistów i piłkarzy.

Jak dochodzi do takiego złamania?

W powtarzanym podczas treningu kroku biegowym następuje przenoszenie obciążenia całego ciała zwiększonego kilkukrotnie. Układ ruchu w fazie amortyzacji każdego takiego kroku musi rozproszyć, rozłożyć i skumulować tę energię pomiędzy swoje tkanki. Właśnie układ kostny i układ mięśniowy, stanowią naturalne rusztowanie ciała ludzkiego  i uczestniczą w tłumieniu tej energii.

Po każdym treningu następuje fizjologiczna przebudowa tych podniszczonych tkanek. Jeżeli te mikrouszkodzenia nie regenerują się należycie pomiędzy poszczególnymi obciążeniami treningowymi, na kość zadziała spora siła, a mięśnie na wskutek zmęczenia tracą swoje właściwości tłumiące drgania, a następnie następuje faza krytyczna wytrzymałości tkanki kostnej i jej uszkodzenie.

Mówiąc najkrócej, złamania zmęczeniowe to mikrozłamania tkanki kostnej powstające w dłuższym okresie czasu. Przyczyną jest w tym wypadku suma fizycznych obciążeń pojawiających się w pojedynczych cyklach treningowych, które nie przekraczając progu czyjejś wytrzymałości pozostają niezauważone, ale robią swoje. Oznacza to, że nie wielkość, ale regularność nieprawidłowego obciążenia jest w stanie uszkodzić tkankę kostną. 

Objawy:

Objawem jest ból piszczeli, nasilający się w trakcie lub pod koniec treningu, może on promieniować wzdłuż kończyny. Często ustępuje w trakcie odpoczynku. Niestety zdarza się, że złamanie przeciążeniowe jest bagatelizowane zarówno przez sportowców jak i lekarzy, gdyż nie jest wywołane ewidentnym urazem, a wąska szczelina pęknięcia kości nie zawsze dobrze widoczna jest na zdjęciu RTG. 

Oprócz bólu może pojawić się obrzęk oraz uczucie zgrubienia wzdłuż kości.

Leczenie:

Przede wszystkim odpoczynek od aktywności sportowej, która do tego urazu się przyczyniła, czyli najczęściej biegania. Czas przerwy w treningach zależy od lokalizacji i stanu złamanej kości, diety (powinno się spożywać produkty bogate w witaminę D, białko, wapń oraz produkty zawierające magnez i fosfor), możliwości regeneracyjnych organizmu oraz momentu rozpoczęcia leczenia. Wynosić ono może od 4 do 12 tygodni.

W tym czasie, aby nie stracić wydolności i kondycji można uprawiać inne sporty, nieobciążające piszczeli, np. jazdę na rowerze, pływanie lub bieganie w basenie. Jeżeli złamanie zmęczeniowe jest rozległe, zaleca się odciążenie kończyny poprzez chodzenie o kulach.

Bardzo ważna jest odpowiednia podaż białka w diecie. Białko jest niezbędne dla wchłaniania wapnia, wpływa na syntezę kolagenu i innych białek, które tworzą tkankę łączną kości. W rekonwalescencji po złamaniach zaleca się podaż 1,2 g białka na kg masy ciała. Należy pamiętać, że zarówno niedobór jak i nadmiar białka w diecie może niekorzystnie wpływać na mineralizację kości i tym samym na czas rekonwalescencji.

Osobiście sama doświadczyłam tej kontuzji w zeszłym roku. Intensywne i częste treningi przygotowujące do maratonu, dały o sobie znać dopiero podczas samego biegu. Po przebiegnięciu 25 km nie byłam w stanie nawet truchtać. Ból nasilał się już po 15km, ale złudnie myślałam że to "rozbiegam". Do glowy mi wtedy nie przyszło, że kość jest złamana i udało mi się jeszcze dojść do domu o własnych siłach . Najpierw wystawiłam sobie sama diagnozę, że jest to tzw. "shin splints" - problemy i bóle w okolicach piszczeli, więc nie zrezygnowałam z biegania, lecz zredukowałam ilość treningów w tygodniu co było największą głupotą jaką mogłam zrobić. Po każdym bieganiu wracałam wręcz z płaczem do domu, bo ból był nie do wytrzymania. Gdy zdecydowałam się na RTG wyszło jasno, że dolałam oliwy do ognia tym, że nie dałam się nodze zregenerować i moja przygoda z bieganiem została zatrzymana na równe 3 miesiące! Na początku wyrok ten wydawał mi się horrorem (tyle marzeń, startów, i planów przekreślonych przez jedną, złamaną kość). No ale czas regeneracji i fizjoterapii na szczęscie minął w oka mgnieniu, a dzięki temu wypracowałam sobie jeszcze większy szacunek do własnego ciała i nie lekceważenia sygnałów jakie mi daje :)