Przeglądasz teraz

Odżywianie

24 Postów

W tym dziale omawiane są tematy związane z zasadami prawidłowego komponowania posiłków, zdrowego i efektywnego podejścia do utraty wagi, oraz jak za pomocą tego co jemy możemy pomóc sobie zwalczać i przeciwdziałać różnym jednostkom chorobowym.

Miód Manuka - płynne złoto

13/12/2017
411
Miód Manuka to moim zdaniem absolutny must have w każdej domowej apteczce. Tak - w apteczce, nie w szafce z żywnością :D Miód ten jest rewelacyjnym antybiotykiem wszelkiego sortu! Zabija wszystkie bakterie, wirusy i pasożyty. Manuka to krzew rosnący w Nowej Zelandii i nektar z kwiatów tego krzewu jest właśnie najlepszym, naturalnym remedium na wszelkie infekcje. Sama jestem antagonistką jeśli chodzi o antybiotyki syntetyczne, czyli takie które w ostatnich latach są aż nadmiernie stosowane i przepisywane przez lekarzy nawet na najmniejsze infekcje bakteryjne, ba nawet na wirusowe, gdzie przecież rzadko kiedy znajdują zastosowanie, ponieważ antybiotyki nie zabijają wirusów. Lekarze przepisują je w obawie, że niedoleczona choroba o podłożu wirusowym mogła się przekształcić w bakteryjną. Tak czy siak antybiotyki syntetyczne są w ogormnym nadużyciu i przebiegłe bakterie zaczęły się na nie uodparniać. Bardzo widoczne jest to w szpitalach, gdzie powstają już szczepy tzw. "super bakterii", które nie reagują w ogóle na antybiotykoterapię. Wiem o czym piszę, ponieważ sama zetknęłam się z jedną z nich, która niestety jest wpisana w ryzyko zawodowe personelu medycznego, a mianowicie gronkowiec złocisty. Jest to bakteria, która naturalnie bytuje np. na naszej skórze lub w gardle i jeśli organizm jest zdrowy i silny to układ immunologiczny spokojnie sobie z nią radzi i nie powoduje szkód. Gorzej natomiast zaczyna się dziać jeśli bakteria ta wtargnie do krwioobiegu - wtedy może grozić to nawet śmiercią, ponieważ szczep tej bakterii o nazwie MRSA (methicillin resistant staphylococcus aureus - gronkowiec złocisty oporny na metycylinę, czyli wszystkie antybiotyki beta-laktamowe z grup penicylin) może wywołać sepsę, która jest największym zagrożeniem dla pacjenta operowanego bądź poddawanego jakimkolwiek zabiegom szpitalnym. No i właśnie naukowcy i naturopaci zaczęli zachodzić o głowę jak zabić takie bakterie, które nie reagują na standardowe metody leczenia. Najprościej, czyli naturą! Hipokrates sformułował cenne zdanie: "Jeśli w przyrodzie jest choroba, jest tam również lekarstwo". No i właśnie idąc tym tropem udało się znaleźć lekarstwo nawet na MRSA, czyli Miód Manuka. Przeprowadzono i przeprowadza się nadal mnóstwo badań nad skutecznością działania i właściowościami antybakteryjnymi tego miodu i sceptycznie, ale jednak sfera medyczna zaczęła się przekonywać do tego, że w sytuacjach beznadziejnych warto jednak sięgnąć po naturę. Niestety przez to że jeszcze wieloma klinikami i lekarzami rządzą koncerny farmaceutyczne, nie spotkamy się z tym, że przy "zwykłych" infekcjach bakteryjnych jak np. angina, owrzodzenia czy nawet trądzik będzie nam polecany Miód Manuka, lecz niestety antybiotyki, a co gorsza antybiotyki w połączeniu ze sterydami, których skutki uboczne dosięgają każdego pacjenta, są nadal numerem 1 w proponowanej terapii. O czym warto jeszcze wspomnieć to fakt, że podczas stosowania antybiotyków zabijamy nie tylko te złe, ale i te dobre bakterie bytujące w naszym organiźmie. Człowiek żyje w symbiozie z wieloma mikroorganizmami i jeśli byśmy się ich wszystkich z nas pozbyli to byśmy umarli. Dziwne, lecz prawdziwe. Antybiotyki niszczą florę bakteryjną jelit, do tego stopnia, że po zakończonym leczeniu, flora potrzebuje aż 6 miesięcy czasu, żeby się odbudować. Zniszczona flora bakteryjna jelit powoduje niedrożność, problemy trawienne, wzdęcia, bóle a nawet krwawienia wewnątrzjelitowe. Miód Manuka jest całkowicie bezpiecznym środkiem, ponieważ zabija tylko te złe bakterie nie naruszając flory bakteryjne jelit. Jakiś czas temu sama miałam niemiłą przygodę z anginą, która nie dość że wywołała u mnie gorączkę z piekła rodem to jeszcze ból gardła nie pozwalał mi wypowiedzieć słowa, a co dopiero pić czy coś jeść. Zdecydowałam się kupić Miód Manuka i 3 razy dziennie pół godziny przed posiłkiem (co w moim przypadku było wtedy rosółem i różnego rodzajami zup) brałam po 2 płaskie łyżeczki tego miodu. Też miałam obawy czy aby na pewno dobrze robię nie idąc do lekarza, nie biorąc żadnych lekarstw (tylko paracetamol przed snem na zbicie gorączki) no i po 5 dniach nie było śladu po chorobie. Trzeciego dnia czułam się już tylko lekko rozbita, ale mogłam normalnie funkcjonować - jeść i pić, a w kolejnych dniach było już tylko lepiej. Sceptycy będą mówić, że placebo, inni że silny organizm, ale ja znam siebie i wiem, że ani jedno ani drugie w tak krótkim czasie nie postawiłoby mnie na nogi. W życiu przeszłam kilka razy anginę i każda trwała minimum 10 dni - będąc na antybiotykach! Tym razem w mniej niż 7 dni udało mi się wrócić do zdrowia, więc z własnego doświadczenia będę polecać Miód Manuka wszystkim zmagającym się z przeziębieniami, grypą czy właśnie anginą. Ponadto miód ten idealnie działa na skórę - przyśpiesza oczyszczanie i gojenie się ran, zwalcza trądzik i poprawia wygląd różnego rodzaju blizn. Wystarczy położyć cienką warstwę miodu na skórze na kilka godzin, a następnie zmyć ciepłą wodą i taki zabieg powtarzać regularnie co parę dni. Ale który Miód Manuka jest tym najlepszym jeśli chodzi o działanie antybakteryjne?    Bardzo istotnym jest zawartość MGO. MGO to methylglyoxal - organiczny związek o wzorze C3H4O2 należący do grupy aldehydów, który powstaje podczas glikolizy – przenikania glukozy do komórek ciała i przekształcania jej na energię. Badania wykazały, że związek ten ma właściwości antybakteryjne i przeciwutleniające. MGO został wyizolowany z nowozelandzkich miodów manuka, gruntownie przebadany i opisany przez niemieckiego profesora Thomasa Henlego w 2007 roku.Methylglyoxal występuje praktycznie we wszystkich rodzajach miodów (zazwyczaj występuje w stężeniu maksymalnie 10 mg na kilogram produktu). W polskich miodach znajdziemy jedynie śladowe ilości tego związku, jednak miodem, w którym MGO występuje w zadziwiająco dużych ilościach, bo nawet ponad 550mg/kg jest miód Manuka. Właśnie im większe stężenie methylglyoxalu tym lepsze jego działanie antybakteryjne. Z ciekawości wypróbowałam wersję tańszą, czyli z ilością tylko 30mg MGO oraz droższą z ilością ponad 550mg. Werdykt jest w tym wypadku jednoznaczny - na zdrowiu nie warto oszczędzać. To właśnie miód z większą zawartością MGO postawił mnie szybko na nogi podczas anginy, natomiast ten z mniejszą nie radził sobie nawet z przeziębieniem, więc stosuję go głównie jako zdrowy dodatek do herbaty z imbirem lub cytryną, bo ogólnie miody są bardzo wskazane na wszlekie stany zapalane toczące się w organiźmie!   Drogi rodzicu - jeśli chcesz uniknąć nieprzyjemnych wizyt u lekarza rodzinnego ze swoją pociechą, która złapałaby jakąś infekcję to podawaj dziecku rano i wieczorem dwie łyżeczki Miodu Manuka. System odpornościowy małego dziecka jest o wiele słabszy niż dorosłego, a zwłaszcza dzieci które z różnych względów podczas niemowlętctwa nie były karmione mlekiem matki lub dość szybko zostało ono odstawione na rzecz mleka następnego. W tym miejscu apeluję również o rozwagę jeśli chodzi o faszerowanie małych dzieci antybiotykami. Jeśli jest możliwość należy poprosić lekarza rodzinnego o wykonanie szybkiego testu na sprawdzenie czy infekcja, z którą zmaga się nasze dziecko jest o podłozu bakteryjnym czy wirusowym. Ważnym jest żeby rodzic świadomie podejmował decyzję o podaniu dziecku antybiotyków. Im częściej dziecko je zażywa, tym w wieku dorosłym będzie na większość uodporniony, nie wspominając o szkodach jakie wyrządzają one wewnątrz organizmu.    Czasami warto dłużej przeleżeć w łóżku i dać czasu swojemu systemowi odpornościowemu, który jest niesamowitą i cudowną maszynerią do zwalczania patogenów. Natura bardzo dobrze wie co robić. Możemy jej pomóc dbając o siebie, odżywiając prawidłowo, wysypiając się dużo i suplementując od wewnątrz - miodem, sokiem z malin, wyciągiem z pestek z grejpfruta, imbirem, probiotykami, acerolą, a wizyty w aptece przestaną być codziennością ;)
Czytaj dalej

Laktoza oraz jej nietolerancja

28/05/2017
577
Laktoza jest dwucukrem zbudowanym z cząsteczki glukozy i galaktozy. Żeby laktoza mogła być przyswojona przez organizm, musi być rozłożona do cukrów prostych. Tak jak wszystkie węglowodany w jelitach rozkładana jest do jednocukrów i w takiej formie wchłaniana. Jej trawienie odbywa się dzięki obecności odpowiedniego enzymu, jakim jest laktaza. O nietolerancji laktozy mówimy wówczas, gdy organizm posiada ograniczoną lub całkowicie zablokowaną zdolność do trawienia tego cukru. Zaburzenia trawienia laktozy występują u osób w różnym wieku i powodują wiele nieprzyjemnych dolegliwości. Laktoza jest wartościowym składnikiem odżywczym dla noworodków i niemowląt. Stanowi łatwo dostępne źródło energii, reguluje gospodarkę hormonalną organizmu.Najwięcej laktozy - bo aż 5,1 g na 100 g - zawiera słodkie mleko owcze, jednak mleko krowie nie odbiega znacznie od tej ilości i w 100 gramach zawiera od 4,6 do 4,9 g. Skąd bierze się nietolerancja laktozy? Z nietolerancją wrodzoną spotykamy się niezwykle rzadko. Noworodek dotknięty tą przypadłością w ogóle nie produkuje laktazy i od pierwszych dni życia musi być żywiony sztuczną formułą pozbawioną mlecznego cukru. Natomiast nietolerancja laktozy u dorosłych wynika z niedoboru enzymu laktazy lub jego braku, zazwyczaj jest to uwarunkowane genetycznie i nieodwracalne. Częstą przyczyną jest również niszczenia nabłonka i kosmków jelitowych przez choroby przewodu pokarmowego. Wtórne przyczyny nietolerancji laktozy u dorosłych to m.in.: choroba Leśniowskiego-Crohna – w jej przebiegu dochodzi do niszczenia całej grubości ściany jelit, a tym samym zmniejsza się ilość prawidłowo działającego nabłonka zawierającego laktazę infekcje bakteryjne i wirusowe – są spowodowane najczęściej przez rotawirusy i adenowirusy lub bakterie, takie jak Escherichia coli, Salmonella, Shigella, które uszkadzając nabłonek jelita chwilowo upośledzają tolerancję laktozy enteropatia glutenozależna (celiakia) – prowadzi do niszczenia kosmków jelitowych i jednocześnie zmniejsza powierzchnię nabłonka jelitowego, zawierającego enzym potrzebny do trawienia laktozy nadmierne stosowanie niektórych leków – najbardziej szkodliwe są niektóre antybiotyki oraz chemioterapeutyki hamujące fizjologiczną regenerację nabłonka jelitowego,alkoholizm – alkohol jako substancja toksyczna niszczy nabłonek jelita Wszystkie te przyczyny prowadzą do czasowego lub trwałego uszkodzenia nabłonka jelitowego, a tym samym zmniejszają ilość obecnej w przewodzie pokarmowym laktazy. Na szczęście większość tych chorób można leczyć, co przywraca prawidłową funkcję jelit. Objawy nietolerancji laktozy: U osób dotkniętych nietolerancją laktozy, w zależności od stopnia nasilenia dolegliwości, objawy pojawiają się od pół godziny do dwóch godzin po zjedzeniu produktów mlecznych. Objawami są: mdłości ból brzucha wzdęcia biegunki kolki wydalanie dużej ilości gazów Dzieje się tak, ponieważ nierozłożona na cukry proste laktoza nie może zostać wchłonięta w jelicie. Zatrzymuje w nim wodę, co prowadzi do biegunek. Co więcej, staje się pożywką dla bakterii jelitowych, które rozkładają ją na drodze fermentacji, w wyniku czego powstaje bardzo duża ilość gazów. Objawy zależą w dużej mierze od ilości zjedzonych pokarmów, im więcej produktów z laktozą zostało spożytych, tym bardziej nasilone objawy. Nie mylmy alergii na mleko z nietolerancją laktozy! W przypadku uczulenia na białka mleka krowiego dolegliwości mogą dotyczyć jednego lub więcej narządów i występować w różnym nasileniu. Objawami oprócz dolegliwości żołądkowo-jelitowych są m.in. świąd, obrzęk naczynioworuchowy, rozdrażnienie, zblędnięcie, mogą wystąpić drgawki, bezdech senny, migreny a nawet zaburzenia rytmu serca! Alergia może dotyczyć kilku narządów, ale nie stawiajmy sobie sami diagnozy i nie eliminujmy mleka oraz jego przetworów bez konsultacji z lekarzem, a także dietetykiem. Wyżej wymienione objawy mogą świadczyć o innych chorobach, co musi być odpowiednio zinterpretowane przez lekarza. Nietolerancji laktozy nie da się wyleczyć, ale można nauczyć się z nią żyć, wystrzegając się produktów zawierających jej w swoim składzie, czyli: Serwatka Kazeiny Nugat Ser Masło Zsiadłe mleko Jogurt Suche mleko w proszku Sucha masa mleczna Laktozę w przemyśle spożywczym stosuje się przy wyrobie: wędlin, kiełbasy i innych wyrobów mięsnych, przypraw (najczęściej jest to zawartość śladowa ale niestety jest to zawartość która może wywoływać reakcje alergiczne). Ponadto ok 20% lekarstw również zawiera w swoim składzie laktozę. Stosuje się ją w produktach farmaceutycznych jako substancję pomocniczą lub jako wypełniacz, bo jest tania i nadaje smak. Laktozę zawierają między innymi: suplementy diety, leki homeopatyczne, doustne środki antykoncepcyjne. Zazwyczaj nie ma potrzeby całkowitej rezygnacji ze wszystkich mlecznych przetworów, gdyż kwaśne produkty typu kefir, zawierają niewiele laktozy, a także bakterie, które pomagają ją rozłożyć. Wiele twardych serów jest kompletnie pozbawiona tego dwucukru. Na rynku dostępne są również środki, które zawierają laktazę, dzięki której można pozwolić sobie spożywać produkty mleczne. W sklepach możemy znaleźć produkty mleczne "bez laktozy". Dostępne na rynku mleko bez laktozy uzyskuje się poprzez dodanie do niego enzymu laktazy wyprodukowanej dzięki metodom inżynierii genetycznej. Zatem przestroga dla osób, które nie mają nietolerancji laktozy a sięgają po tego typu produkty! Jeśli sami dostarczamy organizmowi enzym do rozkładu laktozy, zmniejszy on jego produkcję, bo nie będzie już potrzebny. W takiej sytuacji mamy do czynienia z wtórną nietolerancją laktozy. Jeśli będziemy chcieli po pewnym czasie napić się mleka z laktozą musimy liczyć się z dolegliwościami żołądkowymi.
Czytaj dalej

Jak nie przytyć w trakcie świąt?

13/04/2017
191
Niebawem święta Wielkiejnocy, a z nimi kolejny okres dłuższego przebywania przy stole z rodziną i pałaszowanie różnych smakołyków zarezerwowanych na ten okres. Z pewnością u większości Was w domu kultywowane są nadal tradycje suto zastawianaych stołów, gdzie posiłek goni posiłek i praktycznie wydaje Wam się, że cały dzień spędziliście na jedzeniu :D No cóż, takie mamy zwyczaje i czasami trudno z nimi walczyć ;) Co druga osoba obawia się tycia podczas świąt ze względu na to nadprogramowe ucztowanie... Jak jednak temu zapobiec, a jednocześnie cieszyć się smakiem potraw wielkanocnych a co najważniejsze czasem spędzonym w gronie najbliższych? Oto spis najważniejszych rad dzięki którym uda Ci się to osiągnąć.   Nawiasem wspomnę, że 7000 kcal odpowiada 1kg, więc jeśli tyle zyskujemy na wadze po świętach to łatwo wykalkulować ile dodatkowych kalorii spożyliśmy! Aby spalić 7 tys. kalorii trzeba biec ok 12h średnim tępem.   Moje rady:   - przed posiłkiem wypij szklankę ciepłej przegotowanej wody (zjesz mniej, ponieważ mózg dostanie wcześniej sygnał o sytości, ze względu na to, że woda w pewnej mierze wypełni już żołądek)   - nakładaj posiłki na mniejszy talerz i długo przeżuwaj (to również haczyk dla podświadomości – widzimy, że mamy pełny talerz i długo jemy, ale jednak mniej w porównaniu do innych)   - jeśli masz w zwyczaju słodzić kawę i herbatę, a podczas świąt i tak nie ominie Cię spożywanie słodyczy to w te dni zrezygnuj ze słodzenia napojów i pij wodę lub herbaty owocowe (bądź co bądź jest to jakaś oszczędność niepotrzebnych cukrów)   - ogranicz spożywanie mleka (laktoza zawarta w krowim mleku podnosi poziom cukru we krwi i wzmaga apetyt)   - między posiłkami ruszaj się, wyjdź na spacer, pobaw się z dziećmi, w miarę możliwości unikaj kładzenia się na sofie po jedzeniu, ponieważ cała treść pokarmowa nie zostanie prawidłowo strawiona i problemy gastryczne murowane   - jeśli należych do osób aktywnych i dasz radę znaleźć czas na godzinny trening to nie rezygnuj z niego, bo święta :D ale jeśli czujesz, że potrzebujesz odpoczynku to nie zmuszaj się, czasami mniej znaczy więcej :)   - jeśli danego dnia czeka Cię wielka uczta u rodziców, dziadków itd. – zjedz lekkostrawne śniadanie w postaci musli zalanego przegotowaną wodą   - po ucztowaniu zaparz sobie herabtę ziołową, a na kolację unikaj dojadania resztek z obiadu (zostaw na kolejne dni) wzamian zjedz jogurt naturalny   - a na końcu najważniejsze: nie myśl o jedzeniu, bo święta są po to żeby wykorzystać swój czas z bliskimi i poświęcić im swoją uwagę oraz doładować akumulatory   Wesołych Świąt Wszystkim!
Czytaj dalej

Kurkuma - złoto nie jedno ma imię

05/03/2017
241
Kurkuma to żółty proszek pochodzący podziemnych pędów azjatyckiej rośliny Curcuma longa. Jest to przyprawa z tej samej rodziny co imbir, ma zbliżone właściwości a nawet jej kłącze przypomina imbir. Korzenie może spożywać na surowo, ale najczęściej kurkumę wykorzystuje się w kuchni w formie suszonej przyprawy o niezwykle intensywnej barwie. Od najdawniejszych czasów w krajach Dalekiego Wschodu stosowano kurkumę ze względu na jej właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybicze, w leczeniu miejscowym trudno gojących się ran, stanów zapalnych różnych narządów i obrzęków oraz w dolegliwościach ze strony przewodu pokarmowego i wątroby. Kurkuma słynie ze swoich właściwości cytotoksycznych – działa toksycznie na komórki rakowe. Najnowsze badania pokazują, że kurkumina (składnik kurkumy) nie dość, że niszczy komórki nowotworowe, to „wysyła” sygnał, który rozpoczyna proces samotrawienia się raka (rak walczy sam ze sobą!). Posiada właściwości hamujące proliferację (gwałtowne namnażanie) oraz inwazję komórek rakowych. Jest prawdopodobnie najpotężniejszym, naturalnym przeciwnowotworowym składnikiem odżywczym, jaki istnieje. Liczne wyniki badań naukowych potwierdzają, że do 25% wszystkich nowotworów wywołanych jest przez chroniczny stan zapalny. Badania opublikowane w 2011 roku przez naukowców z Uniwersytetu w Teksasie (Centrum Nowotworów MD Anderson) wykazały, że kurkumina wyszukuje złośliwe komórki i zabija je. Jednocześnie – w przeciwieństwie do syntetycznych leków – omija zdrowe komórki i DNA, dzięki czemu nie wywołuje szkodliwych efektów ubocznych. Kurkuma pomaga w odchudzaniu, ponieważ przyspiesza trawienie. Poprawia metabolizm. Właśnie te właściwości sprawiają, że warto ją dodawać do posiłków. Oczywiście samej kurkumy nie warto jeść na odchudzanie, lecz dodawać ją do posiłków. Jak zatem chudniemy? Kurkumina ogranicza rozwój adpipocytów (komórek tłuszczowych) a jednocześnie pomaga w ich apoptozie, czyli samozniszczeniu. Obecnie kurkumina jest jednym z lepiej poznanych pod względem aktywności biologicznej związkiem naturalnym pochodzenia roślinnego. Jest stosowana w terapii przeciwnowotworowej, przeciwzapalnej, antyoksydacyjnej, odchudzającej i przeciwdepresyjnej. Zatem bez obaw dodawajcie ją na początku gotowania do potraw. Wystarczy 1/8 do 1 łyżeczki kurkumy na cztery porcje jajecznicy, omleta, warzyw, zupy czy ryżu. Koniecznie należy zmieszać kurkumę z papryką lub pieprzem. Samej kurkumy organizm nie jest w stanie przyswoić. W połączeniu z papryką jej wchłanianie zwiększa się 2000 razy. Powinna być również rozpuszczana w oliwie z oliwek (olej rzepakowy lub z siemienia lnianego).
Czytaj dalej