Przeglądasz teraz

Regeneracja

12 Postów

Często zapominany i ignorowany element naszego życia. Jeśli chcemy cieszyć się zdrowiem i dobrym samopoczuciem, odpoczywajmy!

Stres - cichy zabójca

17/10/2017
394
Dzisiaj po bardzo długiej przerwie znalazłam czas na napisanie posta, który odnosi się praktycznie do wszystkich nas, ludzi żyjących w XXI wieku, a dla mnie to co napiszę ma szczególne znaczenie, ponieważ zdecydowałam się na szczere podzielenie się z Wami tym co w ukryciu stres wyrządził na moim ciele i duchu. No cóż jak to się mówi szewc w dziurawych butach chodzi ;) i nawet najbardziej dbając o zdrowy styl życia można dorobić się ciężkich chorób, które na pozór nie dają żadnych objawów, a wyrządzają straszliwe spustoszenie w organiźmie. Nie będę pisać czym jest stres i jak się objawia w tej najczęstszej formie, bo jestem pewna, że każdy z nas w mniejszej lub większej mierze miał z nim w swoim życiu nie raz do czynienia. Stres ogólnie sam w sobie nie jest zły, to znaczy ten który trwa na chwilę i powoduje, że nasze ciało kumuluje w sobie całą energię na konkretne działanie. Z reguły powoduje pełną mobilizację, a to za sprawą uwalnianej w tym momencie adrenaliny i noradrenaliny - hormonów, które poprawiają krążenie oraz zwiększają częstotliwość rytmu serca oraz poprawiają napięcie mięśni. W okresach przeżywania większego stresu, takiego który trwa dłużej niż 20 minut wydzielany jest jeszcze kortyzol, który jest naturalnym hormonem steroidowym, który jeśli utrzymuje się w normie działa przeciwzapalnie i powoduje, że nie odczuwamy zmęczenia. Natomiast gdy w sytuacji długotrwałego stresu kora nadnerczy zaczyna produkować go w zwiększonej ilości i stres utrzymuje się przewlekle następuje wzrost poziomu glukozy oraz sodu we krwi, osłabiają się tkanki łączne w skórze i mięśniach, pojawia się bezenność czy nawet depresja. Typowymi skutkami stresu są: bóle głowy podwyższone tętno kołatanie serca nadmierne pocenie się drżenie kończyn zaburzenia snu spadek energii niestabilność emocjonalna - agresja, płacz, depresja Jak już nie raz wspominałam i podkreślać będę ten aspekt zawsze - każdy z nas jest inny i wyżej wymienione symptomy wcale nie muszą nas dotyczyć mimo, że jesteśmy stale poddani czynnikowi stresu. To znaczy niejednokrotnie zdarza się, że owe objawy następują dopiero po wystąpieniu wcześniej całkiem innych. Wtedy przechodzimy badania pod różnym kątem, doszukując się przyczyny pogorszenia się stanu zdrowia, odwiedzamy lekarzy różnych specjalizacji a wyniki są w normie! Jednak mimo to czujemy i widzimy że coś z nami jest nie w porządku. Tak jak do bólu to i do długotrwałego stresu nasze ciało się przyzwyczja i po jakimś czasie zaczynamy akceptować dany stan rzeczy, bo stwierdzamy, że "taka nasza uroda", "tak musi być"... Wcale nie! U mnie zaczęło się w podobny sposób i dość niewinnie. Jakoś 3 lata temu kiedy zdecydowałam się na całkowitę zmianę otoczenia, życia i wyjechałam spróbować swoich sił (całkiem sama i bez jakiegokolwiek zaplecza czy planów B, C, D...) na zachodzie. Nie żebym twierdziła teraz, że zrobiłam coś źle lub decydując się żyć w innym kraju spisałam się na straty lub że żałuję. Nic z tych rzeczy. Gdybym jeszcze raz miała dokonać wyboru, zrobiłabym tak samo. Po prostu wtedy ruszyła lawina zdarzeń, które w większej czy mniejszej mierze zapoczątkowały u mnie przewlekłe odczuwanie stresu. Nie chcę się ani żalić ani opisywać co się po kolei działo. Każdy z nas niesie swój krzyż i ma w jednek sekundzie tysiące myśli i problemów, które spędzają nam sen z powiek. Dodatkowo obowiązki dnia codziennego, praca, dom, rodzina, szkoła, terminy, rachunki, kredyty, brak urlopu - to wszystko narasta w zaskakującym tempie i nasz organizm w pewnym momencie nie wytrzymuje... Jeśli dodatkowo cierpi ktoś na tzw. "perfekcjonizm" i podnosi sobie poprzeczkę nie do przeskoczenia, co w moim przypadku jest praktycznie na porządku dziennym to prowadzimy siebie na drogę do samodestrukcji. Przyznaję bez bicia - świadomie nie pozwalałam sobie odpocząć ani wyluzować z natłokiem myśli. Jedynym momentem kiedy przestawałam odczuwać dolegliwości wywołane ciągłym stresowaniem się był czas kiedy trenowałam i spałam. Brzmi kuriozalnie, ale tak było. Potrafiłam coraz to dłużej biegać czy trenować na siłowni, bo wtedy tak skupiałam się na sporcie, że wszystkie inne problemy odchodziły w niepamięć. Godzię po treningu nadal czułam się świetnie, bo wtedy działały jeszcze tzw. hormony szczęścia, czyli endorfiny, ale po jakimś czasie gdy znowu wracałam do "szarej rzeczywistości", bóle wracały. I tak pierwszym z objawów jaki dał o sobie znać to był ból w przełyku, który w trakcie jedzenia nie występował, po prostu tak jak teraz siedząc i pisząc coś na laptopie lub prowadząc samochód, idąc do sklepu, będąc w kinie itd. czułam jakby ktoś ściskał mnie za gardło. Następnie pojawił się ból głowy, ale tylko z lewej strony, który nawet maksymalną dawką leków przeciwbólowych nie chciał ustąpić. Kolejnym etapem był ból z prawej strony pod żebrami, nie wynikający z problemów trawiennych ani niczego związanego z tym co jadłam, bolało nawet jak byłam na czczo lub długo po posiłku. Później dopiero doszły typowe objawy przewlekłego stresu jak problemy z zasypianiem, drażliwość, agresja na zmianę z apatią. Tylko i wyłącznie dlatego że czułam się bezsilna wobec tego co mi jest, a szereg badań jakich się poddawałam, aby wykluczyć ewentualne choroby nic nie wykazywał. Mimo zwiększonego dbania o swoje ciało, odżywiania się jak książka do dietetyki pisze, odpowiedniego nawodnienia, aktywności, nie picia alkoholu, nie palenia papierosów, nie stosowania żadnych używek to jednak mój organizm zaczął podupadać, a to wszystko za sprawą tylko jednego - stresu. Nawet przy tak zdrowym sposobie odżywiania jaki prowadzę doszło do zaburzenia wchłaniania witamin co spowodowało utrudnione gojenie się ran, bladość i suchość skóry. Doszukiwałam się wszystkiego możliwego, a na końcu dopiero popatrzyłam w głąb siebie i zrozumiałam, że jeśli nie zmienię podejścia do wielu spraw, jeśli nie przestanę się tak niepotrzebnie przejmować na zapas i gonić siebie samą, żeby udowodnić niewiadomo co, to przed ukończeniem 30 roku życia, nieważne jakbym się zdrowo odżywiała i ile ćwiczyła, byłabym wrakiem człowieka. Życie mamy tylko jedno i nie ma co zażynać się o przyszłość, która może całkowicie inaczej wyglądać niż sobie ją właśnie w tym momencie wyobrażamy, że będzie. Wiadomo trzeba marzyć i planować, bo to nadaje naszemu życiu sens i sprawia, że mamy ochotę wstać następnego dnia z łóżka, ale nigdy przenigdy nie wywierajmy na sobie ciśnienia, że coś musimy, że coś musi być tak czy siak. Dlaczego dzieci są szczęśliwe? Ponieważ one żyją tu i teraz, nie analizują swoich myśli, zachowań i słów. Nie żebym zachęcała teraz dorosłych do tego abyśmy przenieśli się do przedszkola czy podstawówki, po prostu spróbujmy mieć choć odrobinę beztroski jaką mają dzieci i jeśli mamy na coś ochotę, zróbmy to, jeśli mamy czegoś żałować to żałujmy czynu a nie że nie spróbowaliśmy, jeśli chcemy się zdrowo zestarzeć i z uśmiechem na twarzy wspominać nasze życie to cieszmy się tym co mamy, tym dniem, tą chwilą, nawet jeśli wydaje nam się nudna jak flaki z olejem. Wszystkie choroby zaczynają się w głowie, to wszystko zależy od naszego sposobu myślenia. Jeśli będziemy się zadręczać na zapas, to nasze ciało odpłaci nam się prędzej czy później, bo nie jesteśmy robotami i w końcu jakiś organ może odmówić posłuszeństwa. Odkąd pracuję w służbie zdrowia, mogę śmiało powiedzieć że 90% pacjentów było i jest chorych ze względu na pesymistyczne podjeście do życia i ciągły stres. Niezaprzeczalnie jest to choroba XXI wieku, z którą trudno wygrać. Moja rada w tym miejscu jest następująca: rozmawiajmy. Nie zamykajmy się ze swoimi przemyśleniami, obawami i problemami przed innym, bo żyjemy w dobie portali społecznościowych gdzie każdy tylko się chwali super życiem, ale wszyscy dobrze wiemy, że tak nie jest. Każdy z nas ma problemy i nie musimy się z nimi dzielić na łamach facebooka, pod żadnym pozorem! Dzielmy się z nimi z najbliższymi. Po to są rodzina i przyjaciele, żeby się nawzajem wspierać. Szukajmy oparcia w drugim człowieku. Właściwa osoba u boku jest najlepszym lekarstwem na każdy ból. Nie wstydźmy się niczego, bo nic co ludzkie nie jest mi obce :) Jeśli ktoś nas nie zrozumie to nie poddawajmy się od razu, na świecie są miliony osób czujące i myślące podobnie, szansa że taka osoba jest w pobliżu jest na prawdę ogromna, tylko trzeba ROZMAWIAĆ i za żadne skarby nie odpowiadać na pytanie "hej co Ci jest?" - "a nic, nic mi nie jest"... Jeśli jest to mówić i pozbywać się balastu. Mam nadzieję, że tym postem pomogłam choć odrobinę rozjaśnić spojrzenie na siebie samych :) szczęśliwego dnia !
Czytaj dalej

Dłuższa przerwa w treningu - co teraz?

09/05/2017
227
W życiu każdego sportowca, czy to amatora czy zawodowca może przdarzyć się kontuzja, która nie tyle co na kilka dni wytrąci z regularnych treningów jak nawet na kilka miesięcy. Bywa również tak, że z treningów musimy zrezygnować na jakiś czas z powodów osobistych, zawodowych etc. Co wtedy dzieje się z naszym ciałem? Jak zapobiec znacznej utracie ciężko wypracowanych mięśni? Na szczęście matka natura zaprogramowała ludzki organizm tak, że powrót do formy po dłuższej przerwie nie powinien być aż tak "bolesny" jak początki treningowe osób w ogóle nie ćwiczących. Na wstępie przytoczę fragment tekstu z Wikipedii odnośnie tzw. "pamięci mięśni": "Pamięć mięśniowa pozwala wykonywać zadania sensualno-motoryczne, których nauczyliśmy się w sposób intencjonalny – przy pomocy świadomego treningu". Od strony biologicznej sprawa ma się następująco: jeśli regularnie trenujemy (nieważne jaki sport - liczy się fakt regularności treningów) to intensywny wysiłek powoduje, że mięśnie stają się silniejsze oraz grubsze. Jest to związane z tworzeniem nowych miofibryli, a ściślej produkcją większej ilości aktyny i miozyny. Aby białka te miały szansę powstać potrzeba jest dodatkowej ilości jąder, niż ta występująca w standardzie. Dochodzi do podziału i zwiększenia ilości jąder wewnątrz komórek. Rozrastająca się wraz z treningiem komórka potrzebuje dziewięciu miesięcy, by uznać, że osiągnęła stan, który powinna zachować. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że aby nasz organizm szybciej wracał do formy po długiej przerwie musi być uprzednio minmum 9 miesięcy regularnie poddawany obciążeniom treningowym. Taki jest minimalny czas aby zainicjować w ciele powstania tzw."pamięci mięśniowej". Jeśli trenujemy intensywnie pół roku po czym odpuszczamy to na pewno kolejny powrót będzie równał się startu z pozycji 0, jak nie gorzej... Okres przerwy sportowej powoduje zmniejszenie wielkości komórek mięśniowych, ale naprodukowane uprzednio jądra pozostają w swojej ilości. Kiedy przestajemy ćwiczyć nasza masa mięśniowa ulega zredukowaniu do minimum, nasz organizm już jej nie potrzebuje, jest dla niego jedynie zbędnym balastem który zabiera cenną energię do funkcjonowania organizmu. W wyniku braku aktywności fizycznej następuję rozkład białek na aminokwasy, które znajdują swoją rolę na przykład w dostarczaniu energii do innych tkanek. Jednakże co bardzo ważne dla nas oraz pamięci mięśniowej w całym tym procesie nie zmniejsza się ilość jąder komórkowych. Dlatego gdy nadejdzie moment powrotu do treningów, łatwiej, szybciej i mniej boleśnie przyjdzie nam wywindowanie swojej kondycji i siły do stanu przed przerwą. Niemniej jednak należy w trakcie okresu beztreningowego poddawać swoje mięśnie w miarę możliwości delikatnym obciążeniom, aby komórki dostawały sygnał do działania. Nie usypijmy swojego ciała! Chodźmy na spacery (np. nordic walking), na basen, parkujmy dalej od miejsca gdzie chcemy się udać, tak żeby zagwarantować sobie dziennie (zalecane przez lekarzy i fizjoterapeutów) 10 tysięcy kroków ;) Żeby ułatwić sobie kontrolę aktywności ruchowej można do tego celu zakupić krokomierz lub bardzo popularny, aczkolwiek droższy gadżet, czyli fitnesstracker. Jeśli przerwa związana jest z kontuzją to zamiast czekać aż "samo przejdzie" nalegam wręcz na wizytę u rehabilitanta, aby od specjalisty dowiedzieć się co można samemu w domu robić np. oglądając telewizję, wykonywać delikatne ruchy przy pomocy taśm terapeutycznych itp. Pod względem odżywiania powinno się zredukować na ten czas ilość spożywanych kalorii o taką jaką z reguły potrzebowaliśmy do wykonania treningu. Teraz kiedy go nie ma nasze ciało nie przerobi tego na energię lecz na tłuszcz. Należy jeść mniej, ale zachowując zdrowe proporcje ilości białek, tłuszczów i węglowodanów (dla przypomnienia 20–30 % białka 50–65 % węglowodanów 15–25 % tłuszczów. W przeliczeniu na kilogram masy ciała: 1–2 g białka /kg masy ciała 3–5 g węglowodanów /kg masy ciała 1–1,5 g tłuszczów /kg masy ciała).
Czytaj dalej

Probiotyki i prebiotyki

11/11/2016
235
Probiotyki i prebiotyki są szczególnie polecane w przypadku występowania zaparć, alergii pokarmowej, nietolerancji laktozy, chorób jelit, zapaleniu dróg moczowo – płciowych, podwyższonym poziomie cholesterolu oraz w trakcie i po antybiotykoterapii. Jelito człowieka to złożony ekosystem, w którym znajduje się bogata i niezwykle zróżnicowana flora bakteryjna. W jelitach dorosłych ludzi stwierdza się około 1000 gatunków bakterii, które zasiedlają poszczególne odcinki jelita. Zdrowy człowiek ma zrównoważony skład flory bakteryjnej, z przewagą mikroorganizmów przyjaznych i korzystnych dla zdrowia. Skład mikroflory jelitowej może jednak ulegać zmianom pod wpływem różnych czynników – szczególnie w następstwie antybiotykoterapii, radioterapii, zakażeń bakteryjnych i wirusowych, silnego stresu, niewłaściwej diety. Naruszenie subtelnej równowagi w tym złożonym systemie zaburza system homeostazy organizmu człowieka i może stać się punktem wyjścia do powstania poważnych schorzeń. W sezonie grypy i infekcji grypopodobnych, wywoływanych przez wirusy, częściej dopadają nas także bakterie chorobotwórcze. Osłabiony układ immunologiczny łatwiej ulega kolejnym atakom. Infekcje bakteryjne najczęściej pokonać możemy jedynie z pomocą antybiotyku. Skuteczne leczenie eliminuje z naszego organizmu nie tylko te złe bakteria, ale również te "dobre". Dlatego należy pamiętać o zażywaniu probiotyków celem odbudowania prawidłowej mikroflory jelit. Drobnoustroje mikroflory przewodu pokarmowego spełniają wiele istotnych funkcji: - chronią organizm przed rozwojem chorobotwórczych patogenów, stymulują rozwój komórek odpornościowych – tworzą naturalną barierę organizmu - wspomagają trawienie i wchłanianie wielu korzystnych substancji (np. żelaza i fosforu) - rozkładają niestrawione składniki pokarmowe (np. oligosacharydy) - regulują wchłanianie cholesterolu, zapobiegając rozwojowi miażdżycy - łagodzą objawy nietolerancji laktozy PRObiotyki: Probiotyki to preparaty zawierające wyselekcjonowane kultury bakterii lub drożdży, które korzystnie wpływają na florę jelitową. Najczęściej probiotyki zawierają bakterie z rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium (np. Lactobacillus acidophilus, Lactobacillus casei, Lactobacillus reuteri, Lactobacillus rhamnosus, Bifidobacterium animalis, Bifidobacterium breve) lub drożdżaki Saccharomyces boulardii. Bakterie probiotyczne wpływają na zwiększenie pozytywnej mikroflory jelitowej, a w przypadku zaburzonej mikroflory jelitowej zmniejszają liczbę bakterii patogennych i przywracają równowagę między szczepami. Ważne, aby bakterie probiotyczne nie zostały usunięte wraz z resztkami trawionego pożywienia. Dlatego właśnie powinna je cechować dobra przyczepność do ściany jelita. W ten sposób tworzy się ochronny biofilm, chroniący ściany jelit przed niekorzystnymi czynnikami. Niektóre bakterie probiotyczne skracają także czas trwania ostrych biegunek infekcyjnych u dzieci oraz łagodzą przebieg biegunki u dorosłych. Stosowanie probiotyków u osób w trakcie antybiotykoterapii zmniejsza ryzyko wystąpienia biegunki po stosowanym leczeniu. Żywe bakterie znajdują się w jogurtach czy kefirach. To produkty zdrowe i zalecane w racjonalnej diecie. Nie są jednak skutecznym środkiem w sytuacji, gdy potrzebujesz skutecznej suplementacji probiotycznej. Wtedy warto sięgać po kapsułki zawierające zestaw probiotyków dostępne w aptece. Aby produkt mleczny można było uznać za probiotyczny powinien w jednym gramie zawierać co najmniej 10 mln jednostek Bifidobacterium lub 100 mln jednostek Lactobacillus. PREbiotyki: Prebiotyki to składniki pożywienia pobudzające wzrost lub aktywność korzystnych szczepów bakterii (np. bifidobakterie). Stosowane najczęściej są oligosacharydy: pochodne fruktozy – inulina, oligofruktoza, fruktooligosacharydy oraz pochodne glukozy – maltooligosacharydy. Są one oporne na trawienie, ulegają fermentacji w przewodzie pokarmowym. W odróżnieniu od probiotyków prebiotyki nie zawierają szczepów bakterii. Prebiotyki występują m.in. w cebuli, czosnku, ziemniakach, bananach, cykorii, porach, karczochach. Probiotyki i prebiotyki stosowane razem nazywamy symbiotykami. Wykazują one korzystny wpływ na gojenie się ran, różnicowanie komórek i przemianę materii w komórkach jelita. Takie połączenie sprawia, że dostarczamy żywe kultury bakterii a ich namnażanie dodatkowo wzmacniane jest przez dodatek prebiotyku. Należy tylko pamiętać, że takich preparatów nie podajemy łącznie z antybiotykiem tylko zachowujemy kilkugodzinną (co najmniej dwugodzinną) przerwę po podaniu antybiotyku.
Czytaj dalej

Zmęczeniowe złamanie kości piszczelowej

19/10/2016
578
Złamanie kości zwykle kojarzy się z nagłym urazem, ogromnym bólem i ograniczeniem ruchowym. Nie zawsze jednak do takiej sytuacji doprowadza pojedynczy duży uraz. Jeśli struktury kości przez dłuższy czas poddawana jest obciążeniom, mogą pojawić się w niej mikrouszkodzenia. Ich kumulacja często doprowadza do tzw. złamania zmęczeniowego. Złamanie kości piszczelowej jest najczęstszym złamaniem kości długiej w organizmie człowieka. Do złamania piszczeli może dojść na skutek bezpośredniego urazu, ale także z powodu zbyt dużego obciążenia treningowego. Jest to coraz powszechniejszy uraz szczególnie u biegaczy, tenisistów i piłkarzy. Jak dochodzi do takiego złamania? W powtarzanym podczas treningu kroku biegowym następuje przenoszenie obciążenia całego ciała zwiększonego kilkukrotnie. Układ ruchu w fazie amortyzacji każdego takiego kroku musi rozproszyć, rozłożyć i skumulować tę energię pomiędzy swoje tkanki. Właśnie układ kostny i układ mięśniowy, stanowią naturalne rusztowanie ciała ludzkiego  i uczestniczą w tłumieniu tej energii. Po każdym treningu następuje fizjologiczna przebudowa tych podniszczonych tkanek. Jeżeli te mikrouszkodzenia nie regenerują się należycie pomiędzy poszczególnymi obciążeniami treningowymi, na kość zadziała spora siła, a mięśnie na wskutek zmęczenia tracą swoje właściwości tłumiące drgania, a następnie następuje faza krytyczna wytrzymałości tkanki kostnej i jej uszkodzenie. Mówiąc najkrócej, złamania zmęczeniowe to mikrozłamania tkanki kostnej powstające w dłuższym okresie czasu. Przyczyną jest w tym wypadku suma fizycznych obciążeń pojawiających się w pojedynczych cyklach treningowych, które nie przekraczając progu czyjejś wytrzymałości pozostają niezauważone, ale robią swoje. Oznacza to, że nie wielkość, ale regularność nieprawidłowego obciążenia jest w stanie uszkodzić tkankę kostną.  Objawy: Objawem jest ból piszczeli, nasilający się w trakcie lub pod koniec treningu, może on promieniować wzdłuż kończyny. Często ustępuje w trakcie odpoczynku. Niestety zdarza się, że złamanie przeciążeniowe jest bagatelizowane zarówno przez sportowców jak i lekarzy, gdyż nie jest wywołane ewidentnym urazem, a wąska szczelina pęknięcia kości nie zawsze dobrze widoczna jest na zdjęciu RTG.  Oprócz bólu może pojawić się obrzęk oraz uczucie zgrubienia wzdłuż kości. Leczenie: Przede wszystkim odpoczynek od aktywności sportowej, która do tego urazu się przyczyniła, czyli najczęściej biegania. Czas przerwy w treningach zależy od lokalizacji i stanu złamanej kości, diety (powinno się spożywać produkty bogate w witaminę D, białko, wapń oraz produkty zawierające magnez i fosfor), możliwości regeneracyjnych organizmu oraz momentu rozpoczęcia leczenia. Wynosić ono może od 4 do 12 tygodni. W tym czasie, aby nie stracić wydolności i kondycji można uprawiać inne sporty, nieobciążające piszczeli, np. jazdę na rowerze, pływanie lub bieganie w basenie. Jeżeli złamanie zmęczeniowe jest rozległe, zaleca się odciążenie kończyny poprzez chodzenie o kulach. Bardzo ważna jest odpowiednia podaż białka w diecie. Białko jest niezbędne dla wchłaniania wapnia, wpływa na syntezę kolagenu i innych białek, które tworzą tkankę łączną kości. W rekonwalescencji po złamaniach zaleca się podaż 1,2 g białka na kg masy ciała. Należy pamiętać, że zarówno niedobór jak i nadmiar białka w diecie może niekorzystnie wpływać na mineralizację kości i tym samym na czas rekonwalescencji. Osobiście sama doświadczyłam tej kontuzji w zeszłym roku. Intensywne i częste treningi przygotowujące do maratonu, dały o sobie znać dopiero podczas samego biegu. Po przebiegnięciu 25 km nie byłam w stanie nawet truchtać. Ból nasilał się już po 15km, ale złudnie myślałam że to "rozbiegam". Do glowy mi wtedy nie przyszło, że kość jest złamana i udało mi się jeszcze dojść do domu o własnych siłach . Najpierw wystawiłam sobie sama diagnozę, że jest to tzw. "shin splints" - problemy i bóle w okolicach piszczeli, więc nie zrezygnowałam z biegania, lecz zredukowałam ilość treningów w tygodniu co było największą głupotą jaką mogłam zrobić. Po każdym bieganiu wracałam wręcz z płaczem do domu, bo ból był nie do wytrzymania. Gdy zdecydowałam się na RTG wyszło jasno, że dolałam oliwy do ognia tym, że nie dałam się nodze zregenerować i moja przygoda z bieganiem została zatrzymana na równe 3 miesiące! Na początku wyrok ten wydawał mi się horrorem (tyle marzeń, startów, i planów przekreślonych przez jedną, złamaną kość). No ale czas regeneracji i fizjoterapii na szczęscie minął w oka mgnieniu, a dzięki temu wypracowałam sobie jeszcze większy szacunek do własnego ciała i nie lekceważenia sygnałów jakie mi daje :)
Czytaj dalej